23 January 2010Czyżby zmiany?
Nie ukrywam, że ostatnie trzy dni nie wpłynęły zbyt pozytywnie na moje samopoczucie, a co za tym idzie, na moje relacje z moją własną żoną. O dziwo ona podczas “tych dni” zachowywała spokój. Może dlatego, że pracuje w domu, więc nie musi wyłazić na ten ziąb, śnieg i mróz? Ale to i tak dość dziwne, bo przecież zazwyczaj udziela jej się moje samopoczucie (zresztą mnie udziela się też jej samopoczucie, zwłaszcza złe). No więc myślałem, że jest taka spokojna tylko dlatego, żeby mnie jeszcze bardziej nie wkurzać, ale że w końcu zarażę ją tym paskudnym nastrojem, i że najpierw będą jakieś “ciche dni”, a później – wielki wybuch i wielka kłótnia. Tymczasem wcale nie. Moja żona chyba pracuje nad swoimi emocjami, albo może nad moimi, nie wiem, ale wiem, że wczorajszy wieczór był jednym z najlepszych, jakie dane nam było razem spędzić. Bez szczegółów, bo być może na ten blog trafią jakieś dzieci, che, che.
