1 February 2010Zmiany!

Tak! W końcu nastąpiło jakieś przełamanie złej passy czy złego losu i zaczynam widzieć przysłowiowe światełko w tunelu. Nie dość, że z żoną układa się idealnie, no prawie jak podczas miesiąca miodowego, to jeszcze szef nie ma już o nic pretensji, a nawet… zgodził się na podwyżkę! No to ja rozumiem, che, che. W końcu, po prawie dwóch latach, otrzymam pensję prawie taką, jaka mnie satysfakcjonuje. W końcu czuję się choć trochę doceniony i dowartościowany. No i, przede wszystkim, w końcu nie będziemy musieli liczyć i kombinować, żeby starczyło nam kasy do końca miesiąca. Postanowiłem oczywiście to uczcić i zaprosiłem kilku znajomych z pracy na wieczór, na całe szczęście dziś piątek, do nas. Żona przyrządzi jakieś pyszne żarcie, ja zatroszczę się o napije (bez)alkoholowe i szykuje się miły wieczór w doborowym towarzystwie. No, właśnie tego mi było trzeba! Tymczasem zmykam do sklepu po „zapasy”.

Comments are closed.